Część 2: Trinidad i okolice

Trasa z Viñales do Trinidadu zajęła nam całe, długie 6 godzin. Ściśnięci jak sardynki w puszce ze starego Chevrolet’a z lat 60-tych podziwialiśmy widoki rozpościerające się wzdłuż jedynej w kraju autostrady. Oczywiście zatrzymaliśmy się po drodze w dwóch zajazdach, do których wchodzili raczej wyłącznie turyści, ze wszystkich stron świata. Zmęczeni ale podekscytowani dotarliśmy do wybrzeża skąd już tylko chwila dzieliła nas od Trinidadu.

[galeria zdjęć na końcu strony]

Gospodyni polecona przez panią w Viñales okazała się być przemiłą osoba, a nocleg u niej bardzo przyzwoity – w osobnym budynku, z małym balkonem, tylko parę kroków od centrum. Trinidad jest bardzo rozwiniętym turystycznie miasteczkiem, lokalnym ludziom żyje się tam zdecydowanie lepiej, może ceny są odrobinę wyższe ale panuje przyjemna atmosfera, ludzie są bardzo weseli, pomocni, wydaje się, ze zadowoleni ze swojego życia, a co miło było zauważyć, jest lepszy dostęp do dobrze wyposażonych supermarketów. Szybki prysznic, zmiana ubrań i byliśmy gotowi na plażę, wreszcie morze! Dobrze znana Playa Ancon znajduje się zaledwie 11km od miasta, a dotrzeć tam można oczywiście taksówką / wieczorem kierowcy naliczają prawie podwójna stawkę, w ciągu dnia natomiast przejazd powinien kosztować 5CUC w jedna stronę za osobę. Plaza jest przepiękna, piaszczysta, z bambusowymi parasolkami, niestety minusem jest brak restauracji, są bary z napojami różnego rodzaju, jednak żeby zjeść coś konkretnego trzeba wrócić do miasta.

Kolejny dzień zaczęliśmy od wycieczki do wodospadu Salto del Caburni położonego wysoko w górach na terenie Rezerwatu Przyrody Topes de Collantes. Kierowca zawiózł nas (za 20CUC od osoby -całkiem spory koszt za tak krótką trasę) do lokalnej wytworni kawy skąd zaczyna się piesza droga w stronę wodospadu. Cała wycieczka zajmuje jakieś 45min w jedna stronę, a za wstęp na wodospad także trzeba uiścić opłatę (10CUC/osoba) jednak zdecydowanie warto to zobaczyć. Wodospad jest przepiękny, a chłodna woda w nim idealna żeby zrelaksować się po tak długim spacerze w upale. Znajdujący się w sercu dziczy wodospad zachwyca swoim pięknem. Schodząc po prowizorycznych, kamiennych, śliskich schodkach usłyszycie jego szum z daleka. Po chwili wyłania się on dyskretnie z gąszczu, w blasku słońca 🙂 na prawdę niezapomniany widok. Kąpiel w nim była wspaniała. Oczywiście skoczyliśmy parę razy ze skał, Paweł zwiedził małą jaskinie ukryta za ścianą wody spadającej z wodospadu, zrobiliśmy parę zdjęć, filmów i już trzeba było wracać. Piesza wędrówka trochę zajmuje, a kierowcy czekają tylko 3h na powrót turystów – woleliśmy nie testować cierpliwości naszego nowego znajomego. W drodze powrotnej możecie jeszcze zatrzymać się przy punkcie widokowym, z którego rozlega się piękna panorama na cały Trinidad i pobliskie plaże.

Po powrocie do miasta rozejrzeliśmy się za restauracjami w centrum, jest tam naprawdę całkiem spory wybór: od tańszego lokalnego jedzenia (zazwyczaj na wynos), małych restauracyjek o umiarkowanych cenach, po droższe restauracje, także hotelowe. Jedzenie wszędzie jest pyszne więc wybór należy do was, możecie spróbować lokalnej kuchni jak i międzynarodowej, np. włoskiej pizzy dla odmiany. Przed wyjściem na miasto sprawdźcie sobie w Internecie recenzje oraz lokalizacje najlepszych restauracji i barów, żeby z pustym brzuchem nie tracić czasu na poszukiwania. Kiedy już odpoczęliśmy w mieszkaniu przy szklaneczkach naszego rumu z Viñales, a największy upał na zewnątrz już minął, ruszyliśmy ponownie w miasto. Mieliśmy szczęście, ze trafiliśmy na sezon festiwali na Kubie i oczywiście cały Trinidad także świętował. Kubańska muzyka jest równie gorąca co taniec mieszkańców. Tak jak powiedziała nasza gospodyni: „jest to zapisane w genach”. Gdybyście tylko mogli zobaczyć jak oni się ruszają! Bez wyjątku, kobiety i mężczyźni, młodzież, małe dzieciaki, które także uczestniczą w imprezie i to do samego końca. Jeśli będziecie w Trinidadzie koniecznie zajrzyjcie też do klubu Disco Ayala znajdującego się w jaskini na obrzeżach miasteczka, bardzo nietypowe i zarazem ciekawe miejsce do potańczenia i wypicia paru drinków.

Na ostatni dzień w mieście zostawiliśmy sobie zwiedzanie. Wokół rynku zobaczycie piękne, zabytkowe kamienice, samo miasto natomiast wygląda na dość biedne, wybrukowane kamieniami z przejeżdżającymi obok konnymi bryczki i starymi pojazdami oraz klatkami z kanarkami zawieszanymi przez mieszkańców przy wejściach do swoich pomalowanych na pstrokate kolory domostw. Idąc w głąb miasta znajdziecie główny park w Trinidadzie o nazwie Plaza Mayor. W okolicy jest pełno muzeów historycznych, m.in. Museo Romantico, Palacio Cantero, Muzeum Narodowe Walki z Bandytami z wieża widokowa na panoramę miasta, Galeria Sztuki Współczesnej Benito Ortiz itp. Na placu znajdziecie też przepiękny Kościół Świętej Trójcy w Trinidadzie, barokową katedrę, dawny klasztor franciszkanów z charakterystyczną dzwonnicą, a obecnie muzeum. Jest jeszcze jedno ciekawe miejsce – na wzgórzu, z dala od miasta stoi remontowany obiekt historyczny Kościół Rrmita Nuestra Senora de la Candelaria de la Popa.

Na zakończenie wspomnę ze ludzie w tym miejscu są wyjątkowo życzliwi, rwą się z pomocą nawet nie proszeni, nie oczekując nic w zamian, po prostu. Jednym zdaniem dobra zabawa i wypoczynek w Trinidadzie są gwarantowane.

To tyle odnośnie części drugiej, kolejne etapy podróży już w następnym wpisie. Jeżeli jeszcze nie widziałeś relacji na temat Hawany – zapraszam do części pierwszej. Bądź na bieżąco, dodaj się do SUBSKRYBCJI w prawym górnym rogu.

[robo-gallery id=”2818″]

Zapraszamy do śledzenia kolejnych wpisów.

Dodaj komentarz