Część 1: Hawana i zachód wyspy

Liczba lotów na Kubę jest mocno ograniczona, tablice przylotów na cały dzień zawierają raptem parę pozycji. My przylecieliśmy jednym lotem z Amsterdamu i pierwsze co nas uderzyło wysiadając z samolotu to wilgotne, gorące powietrze pory deszczowej tego miejsca. Zabrzmiało złowrogo? Nic bardziej mylnego, klimat karaibski zapewnia wysokie temperatury przez cały rok. W Hawanie przywitał nas wyjątkowo gorący i duszny sezon, deszcz tak na prawdę nie złapał nas wcale, gdyż opady choć intensywne to trwały bardzo krótko. Dodatkową zaletą pory deszczowej są ceny biletów lotniczych, które wahają się w granicach 2000PLN.

[galeria zdjęć na końcu strony]

Transport z lotniska do Hawany kosztuje miedzy 25-30CUC i są to głównie taksówki prywatne ale można tez załapać się na zbiorową. Nasz pierwszy nocleg wynajęliśmy przez stronę internetowa; jak się okazuje na Kubie od jakiegoś czasu mieszkańcy maja pozwolenie na przyjmowanie gości w swoich domach oraz reklamowanie pokoi do wynajęcia w sieci. Musicie jednak wiedzieć, że na chwilę obecna strona Booking.com tam nie funkcjonuje (jeśli chcecie przez nią coś zarezerwować zróbcie to jeszcze w Polsce). Interesujący jest też fakt, iż Internet w tym kraju jest dostępny dopiero od 3 lat, a skorzystać z niego można wykupując kartę zdrapkę o wartości 1CUC=1h lub 5CUC=5h oraz stacjonarnie na komputerze w punktach Estaca również po wykupieniu karty (kolejki zazwyczaj są drugie, gdyż osoby wpuszczane są do biura pojedynczo wiec przyda się odrobina cierpliwości).

Hawana jak każde miasto ma swoje piękne, turystyczne ale także lokalne, lekko zaniedbane kąty. Na pierwszy rzut uderzyło nas wspomnienie całkiem nieodległych w czasie kubańskich rewolucji, które przychodzi na myśl spacerując między gruzami wciąż nieposprzątanych ulic oraz nieodbudowanych części budynków.

Po odespanej różnicy zmiany czasu, która wynosi tu -6h co do czasu w Polsce, ruszyliśmy w miasto. Pierwszym celem miał być sklep spożywczy, snack bar, restauracja, cokolwiek konkretnego do zjedzenia, niestety z dala centrum bardzo ciężko o takie udogodnienia. Parę przecznic od nas znaleźliśmy piekarnię, w której sprzedawano wyłącznie białe, pulchne bułki oraz stoisko z owocami i świeżymi kokosami, a obok niego okienko z kawa za 1CUP (około 90 groszy) oblegane przez mieszkańców. Dalej w głąb miasta natrafiliśmy na bar z grillowanymi kanapkami z mięsem wieprzowym serwowanym z kwaśnym mlekiem – na nasze puste żołądki smakowało jak niebo w gębie i kosztowało zaledwie 25CUP czyli 1$. Spacerując po mieście dość ciężko o zwykłą butelkowaną wodę, stoiska serwują zazwyczaj bardzo słodkie lemoniady różnego rodzaju lub mleko wiec dobrze jest kupić w sklepie parę butelek mineralnej na zapas. Odnośnie restauracji można trafić na te droższe o szerszym menu jak i te tańsze, w których jedzenie także smakuje bardzo dobrze, jednak sprowadza się głównie do kurczaka lub ryby z ryżem, bananowymi chipsami i sałatką z pomidorów. Na całkiem porządny obiad w Hawanie można wydać od 5 do 12CUC za osobę.

Przechodząc do kwestii poruszania się po mieście, na każdym kroku można złapać taksówkę, rikszę na rowerze lub taksówkę kolektywną (te kolorowe, odrestaurowane z otwartym dachem są około 10CUC droższe). Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od centrum Hawany, dzielnicy Vedado, charakteryzującej się szerokimi alejami, gdzie dominują luksusowe hotele i sklepy, muzea, biura podróży, kluby nocne i knajpki. Biznes turystyczny kwitnie i jak się okazuje, pieniądze można zarobić na wszystkim.

Z listy miejsc do zobaczenia odwiedziliśmy Kapitol, Park Centralny w Hawanie, Plac 13 Marca tuż obok Muzeum Rewolucji, Plac Katedralny, a na nim spektakularna, barokowa Archikatedra Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Hawanie oraz znajdujący się nieopodal Pałac Gubernatora – XVIII wieczna, barokowa konstrukcja służąca niegdyś jako siedziba ratusza oraz więzienie, obecnie pełniąca rolę muzeum prezentującego historię miasta. Następnie pojechaliśmy na Wzgórze Katalończyków obejrzeć Plac Rewolucji oraz znajdujący się na nim ogromny pomnik kubańskiego pisarza i przywódcy ruchu niepodległościowego Jose Martiego, pod którym Fidel Castro wygłaszał swoje wielogodzinne, barwne przemowy.

Wartym zobaczenia jest też Parque Lennon, w którym można posłuchać znanych przebojów Beatlesów oraz usiąść obok pomnika upamiętniającego zamordowanego artystę. Nieopodal parku znajduje się Colon Cemetery – jeden z najpiękniejszych cmentarzy na świecie (za wstęp oraz możliwość robienia zdjęć należy zapłacić 5CUC). Często odwiedzanym miejscem jest także kilkukilometrowa promenada Malecon oddzielająca Vedado od kolejnej dzielnicy Miramar.

Zbliżając się ku końcowi naszego zwiedzania, postanowiliśmy przepłynąć promem na druga stronę miasta (bilet 2CUC za osobę), gdzie na szczycie wzgórza stoi dwudziestometrowa, betonowa rzeźba Jezusa Miłosiernego spoglądająca na piękną panoramę miasta oraz całej zatoki. Idąc dalej brzegiem zatrzymaliśmy się przy Museo Historico Militar z interesującą ekspozycją sprzętu wojennego starszego typu, w tym samolot MiG-21 czy też fragmenty zestrzelonego amerykańskiego samolotu. Natomiast jeszcze trochę dalej, na końcu brzegu stoi Zamek Morro – XVI wieczna budowla we wcześniejszych czasach pełniła rolę latarni morskiej, obecnie natomiast znajdują się w niej muzea prezentujące historię fortecy.

Pod koniec trzeciego dnia w stolicy udaliśmy się na dworzec autobusowy, gdzie głównie parkują dalekobieżne taksówki kolektywne, aby zarezerwować sobie miejsca na poranny kurs do Viñales. Rezerwacja jest bardzo prosta – taksówkarz zapisuje nasz numer kontaktowy oraz adres pod którym ma się pojawić (z reguły miedzy 9 a 10 rano), opłatę pobiera z góry w dniu przejazdu. Koszt miejsca w takiej taksówce to 20CUC na bliskie trasy (Hawana – Viñales) oraz około 40CUC na dalsze prze-jazdy (Viñales – Trinidad). Z taksówek tego typu głównie korzystają turyści, my naszą 2-godzinną trasę spędziliśmy z parą Australijczyków podróżujących po Karaibach / miło było porozmawiać wreszcie z kimś w języku angielskim, a nie tylko starać się dogadać na migi ze słownikiem języka hiszpańskiego w ręce.

Do Viñales dojechaliśmy koło południa – jest to urocza, mała mieścina, pełna kolorowych domków na wynajem. Głównym zajęciem mieszkańców jest praca na plantacjach oraz usługi turystyczne, od wynajem noclegów po organizowanie wycieczek czy transportu. Przyjęliśmy zaproszenie na nocleg od pewnej młodej Kubanki w nadziei, ze choć trochę zna angielski niestety jak większość lokalnych ludzi była lekko zaskoczona naszym brakiem znajomości języka hiszpańskiego wiec podręczny słownik towarzyszył mi już wszędzie. Plusem wynajmu casa particular jest po pierwsze cena (ok 20CUC za pokój dwuosobowy), a po drugie kontakt na wszelkiego rodzaju atrakcje w danym miejscu. Tego samego dnia zarezerwowaliśmy konna wycieczkę po plantacjach tytoniu (koszt 30CUC za osobę) oraz transport do Trinidadu na następny dzień / polecana nam również była samochodowa wycieczka po Dolinie Viñales.

Największe wrażenie zrobiło na nas konne zwiedzanie Parku Narodowego Valle de Viñales, nie bez powodu jest on wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO – malownicze, zielone tereny wyrastające z rudej, żyznej gleby, wyjątkowo piękne podczas pory deszczowej. Jako historyczny region uprawy tytoniu nie mogliśmy pominąć lokalnej wytworni cygar, posłuchać opowieści o życiu w dolinie oraz spróbować świeżo skręconego, naturalnego cygara sklejanego miodem o nazwie Romeo y Julieta.


W dalszej części wycieczki zatrzymaliśmy się także w lokalnej wytworni rumu oraz kawy. Wysłuchawszy wprowadzenia w poszczególne korki produkcji tych trunków, mieliśmy okazje je zdegustować słuchając lokalnej muzyki granej na żywo przez starszego Kubańczyka – magiczny klimat. Wieczorem jeszcze krótki spacer po miasteczku, kolacja u gospodarzy i po rozłożeniu obowiązkowej moskitiery zasnęliśmy w oka mgnieniu, aby następnego dnia kontynuować naszą podróż w stronę Trinidadu.

To tyle odnośnie części pierwszej, kolejne etapy podróży już w następnych wpisach. Bądź na bieżąco – dodaj się do SUBSKRYBCJI w prawym górnym rogu.

[robo-gallery id=”2785″]

Zapraszamy do śledzenia kolejnych wpisów.